niedziela, 24 marca 2013

Zamieć, parę osób, mały czas = Lublin ( zapowiedź)

Zacznijmy od tego, że od pewnego czasu ciągle słyszę rady. Np. dzisiaj audycja Beaty Pawlikowskiej. Dopiero jak pozwolisz odejść żalowi, ,który cię trawi pozwolisz szczęściu na nowo przyjść do siebie. Powiedzmy że taki był sens jej historii o aparacie fotograficznym. Przynajmniej ja ją tak odebrałam. Wybaczenie sobie pewnych zachowań jest kluczem, ale jest to taki klucz , który ciągle gubimy. Przynajmniej ja gubię...widzę go, ale kiedy podchodzę bliżej to on znika.
Lublin...Zamieć, mróz,spóźniony pociąg, przemoczone buty początek nie wyglądał za ciekawie. Wróżył katastrofę, ale nawet przez chwilę nie przyszło mi do głowy żeby się złościć, czarny humor nie odpuszczał mnie od samego rana, czyli było nawet lepiej niż zazwyczaj. Jechałam tam na 3 wspaniałe sesje i mój instynkt podpowiadał mi że trudy podróży zostaną wynagrodzone i że nie ma co się złościć, sztuka wymaga poświęceń. Pierwszą nagrodą była moja przyjaciółka która czekała na mnie już na dworcu i nie pozwoliła mi się zgubić w podróży do miejsca pierwszej sesji, dziękuję jej ogromnie i kocham ją ogromnie. Kocham nawet jej porąbany gust muzyczny i wstawanie o 6 rano i dziękuję za to, że jest.
Oczywiście to nie koniec moich przygód, dumna a jednocześnie zmęczona zamiecią kiedy dotarłam do wskazanego przez pierwszą modelkę adresu, zadowolona z siebie zadzwoniłam do srebrnych drzwi i o to pierwsze zaskoczenie ! drzwi otwiera mi po dobrych kilku minutach - staruszka , z którą na pewno nie umawiałam się na zdjęcia ;) z cholernie głupiej sytuacji wybawił mnie telefon , który wiedział kiedy zadzwonić - choć raz! po dziesięciu minutach błąkania po osiedlu, w poszukiwaniu człowieka który wskaże mi odpowiedni blok, znalazłam w końcu ten odpowiedni adres, a następnie poznałam trzy wspaniałe kobiety, tworzące niesamowicie zgrany i zdolny team , a potem były zdjęcia, zdjęcia, zdjęcia..... a potem kolejne mieszkania, zdjęcia, potem przyszedł czas na sen, a kiedy rano się obudziłam znowu przyszedł czas na zdjęcia. To był niesamowicie owocny czas , nie tylko jeśli chodzi o zdjęcia ale także same doświadczenia. Na pewno powrócę do Lublina, mam w głowie masę pomysłów tylko zimo WON !



1 komentarz:

  1. genialny klimat, swietne te nowosci^^ ciesze sie,ze wrocilas cala i zdrowa z Lubl :) ps.jak chcesz moge sie pisac na takie zdjecia, ale dla rozluznienia atmosfery trzeba mi od razu ze dwa wina :D sandomierskiego rzecz jasna :D

    OdpowiedzUsuń