sobota, 8 sierpnia 2015

O tym jak zostałam kocią mamą.

To będzie post o kocie pisany z kotem na kolanach ( brakuję tylko kubka pysznej czekolady i byłoby perfekcyjnie ).
Zaczynamy ! 

Moje kocie dziecko zwie się Lucky. I całkowicie słusznie się tak zwie! Nasze drogi zeszły się jak tylko przyjechałam do Francji czyli ponad miesiąc temu. Wychudzone ciałko, koci katar - biedactwo walczyło o życie...kiedy jechałam z nim do weterynarza wraz z Mellany byłam przekonana że nie przeżyje, prawie wgl się nie ruszał, jego serduszko biło coraz wolniej....Jednak Lucky chciał żyć!! 
Parę dni później wylądował w naszym domu w Quiberon. Na początku wystraszony, schowany za kanapą, przebywał głównie w transporterku, gdyż jak w nim nie przebywał to chował się po kątach ( bardzo skutecznie ). Ale po wielu próbach udało się go oswoić, zaczął wdrapywać się na kolana, przychodzić do pokoju. Teraz mruczy mi na kolanach. Uwielbia się bawić, daje się głaskać po brzuszku.  Kiedy przygotowywałam zdjęcia do publikacji , wpatrywał się w monitor jak zahipnotyzowany z miną " to ja!" .
Nie wierzę, że to prawie nie ruszające się maleństwo wyrosło na tak żwawego mruczka! 
Nie wiem jak przeżyję rozstanie, które jest nieuniknione. Na szczęście w Fundacji czeka na mnie Pani Wąs i kolejne maluchy do pokochania. 
Mam nadzieję, że szczęście tego brzdąca nigdy nie opuści i że koniec końców  trafi na troskliwy i kochający dom we Francji :-)


Głodny!


A tak sobie śpię!

A tutaj przeszkadza mi się spać!

I znowu jeść!

Czyścioch :)

Bawmy się!

Mój asystent!


Brudny patyczek do uszy to najlepsza zabawka ;)